Harcścisk

Autor: Jakub Sieczko

Rozliczyć, zadzwonić, przypomnieć, odpisać, ochrzanić, spotkać się, pochwalić. Na wczoraj, na jutro, deadline, najpóźniej dziś, najszybciej jak się da, już dawno po, o kurczę, zapomniałem. Zebrać, przeprowadzić, skonsultować, przyjąć, przekazać, sprawdzić, załatwić. Za godzinę, cały rok, jeszcze trochę, z wysokim priorytetem, bezzwłocznie.

U niektórych jedna czwarta, u innych jedna trzecia, u części pół, a u jeszcze innych trzy czwarte. Czego? Życia. Życia instruktora, życia zaangażowanego działacza, drużynowego, komendanta, szefa, opiekuna. Niepotrzebne skreślić albo potrzebne dopisać. Naszego życia, które – choć różne – to w tej części jest uderzająco podobne. Jest „coś”, co pchnęło do przodu i kazało zacząć. Jest ten przeklęty ścisk w brzuchu, kiedy nie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik (jedna koleżanka z harcerstwa powiedziała mi, że już go nie ma, odkąd oddała swoją ostatnią funkcję). Są serie rozczarowań, zawodów, głupich przepychanek i kłótni. I ta lista zadań, która nigdy nie chce się skrócić – obetniesz jedno, a na to miejsce dopiszesz dwa nowe.

Spójrz na to z boku. Wpakowali cię w jakiś głupi mundurek, dali gromadę dzieci, wędrowników czy instruktorów pod opiekę, zajęli mnóstwo czasu, częściej krzyczeli, niż chwalili – i jeszcze ten przeklęty ścisk w brzuchu. Nic tu się nie opłaca.

Nie opłaca się aż do tego momentu, kiedy ktoś powie ci to, czego nie mówi się na co dzień. Nie rozmawia się o tym za dnia pomiędzy telefonami, zbiórkami, wyjazdami i spotkaniami. Czasem ktoś wspomni o tym wieczorem przy ognisku, ale często brzmi to sztucznie i nazbyt patetycznie. Nie mówi się o tym na odprawach, rzadko pisze w harcerskiej prasie, nawet instruktorzy o tym nie gadają, kiedy się spotykają. I dobrze, bo to ważna prawda, nie ma co jej spłycać. Słyszysz ją rzadko, może nawet o niej zapomniałeś. Chcę ci o niej przypomnieć.

To, co robisz, jest ważne.
To, co robisz, jest potrzebne.
To, co robisz, pomaga innym ludziom.
To, co robisz, otwiera innym świat.
To, co robisz, wydobywa innych z beznadziei.
To, co robisz, pomaga innym odkryć talenty.
To, co robisz, jest dobre.

Pomyślałbym, że to banały, gdyby nie fakt, że znam takich, którzy dopiero w harcerstwie dowiedzieli się, że są wartościowymi ludźmi. W domu, w którym ojciec i matka pili, nikt im tego nie powiedział.

Znam takich, którzy dzięki harcerstwu zdali maturę, choć poważnie obawialiśmy się, czy dadzą sobie radę w zawodówce. Chcieli równać w górę – udało się.

Znam takich, których harcerstwo postawiło w tylu rolach życiowych, że w końcu odnaleźli tę, w której czują się najlepiej. Zrobili z tego swój zawód i dziś uwielbiają swoją pracę, a pracodawcy ich cenią.

Znam takich, których harcerstwo zmieniło z zahukanych chłopców w odważnych i śmiałych mężczyzn. Spełniają swoje marzenia, bezczelnie patrząc lękowi w twarz.

Znam takich, których harcerstwo nauczyło, że fajnie jest bezinteresownie zrobić coś dla innych. Dziś w harcerstwie i poza nim pokazują to kolejnym ludziom.

Moi bohaterowie (istnieją naprawdę – znam ich nazwiska i historie) byli jednak najpierw niedowartościowani, niedouczeni, zagubieni, tchórzliwi i egocentryczni. Pojawił się jednak na ich drodze ktoś, kto pokazał, że można inaczej. Idę o zakład, że ten ktoś miewał czasem taki piekielny ścisk pośrodku brzucha.